Do you speak English? Kurs językowy w prezencie


Czy zwróciłeś uwagę na błąd w powyższym tytule? Gorąco wierzę w to, że tak. Jednak wiem też z doświadczenia, że jest mnóstwo osób, dla których takie właśnie pomyłki są chlebem powszednim. Co ciekawsze, często uważają one, że mówią po angielsku na bardzo dobrym poziomie.



Do you speak English?


Mowa mowie nierówna

Trudno właściwie znaleźć jasne kryteria, według których moglibyśmy oceniać znajomość języków obcych. To znaczy - owszem, są one zdefiniowanie, na przykład przez MEN. Sam zapewne wiesz, że znasz angielski na poziomie, dajmy na to, C1 czy B2. Jednak to ciągle tylko wynik testu, nierzadko sprzed kilku ładnych lat. To, jak faktycznie odpowiemy na pytanie „Do you speak English”, zależeć będzie bardziej od naszego „czucia” języka obcego - ilości znanych słów, biegłości w posługiwaniu się choćby podstawowymi czasami, czy odwagi, by samemu zainicjować rozmowę za granicą. Przyjmujemy na ogół, że faktycznie umiemy mówić w danym języku dopiero wówczas, gdy bez problemu możemy kupić bilet, zapytać o hotel/pogodę/kierunek, czy też odbyć prostą rozmowę dotyczącą na przykład pracy.



Mówić, a mówić dobrze

Powyższa definicja nie ma oczywiście wiele wspólnego z oceną poprawności mowy. Angielski jest wbrew pozorom językiem na tyle prostym, że łatwo będzie się w nim dogadać za pomocą równoważników zdań i pojedynczych słów. Innymi słowy - „speak English” może być wyrażeniem wyrwanym z kontekstu, może być rozkazem („mów po angielsku!”), lub bezokolicznikiem, a nawet pytaniem. Jednak gdy wypowiemy te słowa na ulicach Londynu, przekaz będzie jasny - chcemy rozmawiać po angielsku i deklarujemy jednocześnie, że znamy ten język w formie co najmniej podstawowej. Problem w tym, że z czasem, wraz z awansem w pracy lub podejmując podobne ambitne wyzwaniach, będziemy w końcu potrzebować dużo lepszej znajomości języka obcego.   



Angielski spod strzech

Nie łudźmy się zresztą, choć znajomość języka Szekspira jest dziś absolutną podstawą i po prostu kanonem, jeśli chodzi o wpisywanie umiejętności do CV, to tylko niewielka część świata mówi po angielsku, choć w przybliżeniu poprawnie. Błędy takie jak powyższy są nagminne, szczególnie w krajach trzeciego świata, gdzie angielski trafia głównie za sprawą niewyszukanej muzyki, telewizji czy portali społecznościowych. Niewiele lepiej jest i pośród wszelkiego typu emigrantów, czy to w samym sercu Londynu, czy też w Stanach, Skandynawii czy Niemczech. Istnieje ponadto wiele nacji, które angielskiego uczą się z musu, byleby tylko się dogadać, na przykład w sprawach handlu, ale tak naprawdę wcale nie chcą go znać - jak na przykład Francuzi.



Jak nie zwariować?

Zatem gdzie i od kogo mamy uczyć się angielskiego? Skoro sam wyjazd za granicę już nie wystarcza, bo połowa napotkanych tam osób nie będzie pochodziła z danego kraju i może mówić byle jak i niepoprawnie - co można jeszcze zrobić? Widać, że samo szumne niegdyś pojęcie „learn English”  zdewaluowało się nieco. Szkoła już nie wystarcza, a i na same wyjazdy trudno liczyć. Zostaje nam więc do wyboru albo książka plus pomoce multimedialne z sieci (krótko mówiąc, nauka na wzór tej szkolnej), albo regularne lekcje z profesjonalnym native speakerem, które w przypadku większości osób przynoszą lepsze efekty. Swego rodzaju liderem na polskim rynku jest tu od niedawna... szkoła Empik, która ma w ofercie między innymi angielski od podstaw i dla średnio zaawansowanych. Istnieje w niej ponadto możliwość wyboru stopnia naszej wiedzy i gruntowanego przygotowania się do zagranicznych egzaminów potwierdzających znajomość języka (m. in. Cambridge First, Cambridge Advanced, Cambridge Proficiency, YLE).

   

 

 

A może voucher na kurs językowy?